![]() |
|
|
POBIERZ ARTYKUŁ |
NADZIEJA JAKO ISTOTNY ELEMENT TERAPIIZ PACJENTEM TERMINALNIE CHORYMNadzieja w terapii z pacjentem terminalnie chorym ma szczególne miejsce i ogromne – wręcz fundamentalne znaczenie. Człowiek terminalnie chory jest w głębokim kryzysie, często w depresji, doświadcza własnych granic, granic medycyny, popada w zwątpienie. Jest to jednak tylko jedna strona, bowiem właśnie po drugiej znajduje się NADZIEJA. Im poważniejszy kryzys, tym bardziej potrzebna jest obecność kogoś, kto pomoże choremu odzyskać nadzieję – czy to na wyzdrowienie, czy na lepsze życie w Wieczności. Rolą terapeuty jest nie dopuścić do tego, aby pacjent trwał w zwątpieniu i beznadziejności.Czym jest więc sama nadzieja?To niewątpliwie zorientowanie na lepszą przyszłość lub poczucie, że taka przyszłość jest możliwa. Dla chorego nadzieja jest życiem, bo to ona motywuje go do planowania, działania i osiągania celów. Chory nie może mówić o przyszłości, jeżeli pozbawia się go wymiaru nadziei. Pacjent, któremu brakuje nadziei nie ma siły zająć się życiem. Przestaje planować, popada w apatię. Nie ma motywacji do działania. Gdy ktoś daje mu nadzieję, wtedy zaczyna chcieć działać. Zaczyna wierzyć, że jego plany, aktywność odniosą skutek –i to korzystny. W przypadku pacjentów terminalnie chorych, nadzieja pełni życiodajną rolę – daje siły do działania, a więc wprawia w ruch. Nadzieja w śmiertelnej chorobie umożliwia pacjentowi zaangażowanie, skupienie się na życiu i przyszłości. Im bardziej pacjent pragnie przeżyć kiedyś tą przyszłość, tym bardziej wydaje mu się to prawdopodobne i tym bardziej chce to osiągnąć. Nadzieja uruchamia w nim siły witalne, ale także wiarę, że się uda. Tak rozumiana nadzieja pobudza układ odpornościowy pacjenta, sprawia, że siły życiowe budzą się do walki z chorobą. Pacjentka, która w nawrocie choroby skupiała się mocno na przyszłości – na tym, że będzie wkrótce z rodziną, w swoim sadzie mówiła, że przy życiu utrzymała ją wizja siebie, na łonie rodziny wśród kwitnących jabłoni. Ona wygrała walkę z chorobą – po miesiącach leczenia chemią, zmagania się z białaczką nastąpiła u niej remisja. Nadzieja na lepszą przyszłość uaktywniła w niej energię życiową, potrzebną do pokonania choroby. Dzięki dodatniemu nastawieniu psychicznemu – pełnemu nadziei może nastąpić wzmocnienie systemu immunologicznego. Bezdyskusyjna jest przecież uzdrawiająca moc nadziei, wiązana ze stosowaniem nowego lekarstwa –sięga ona aż po efekt placebo, w którym leczącym czynnikiem jest tylko wiara w skuteczność. Nadzieja jest przeciwwagą lęku, zwątpienia, zniechęcenia i poczucia braku sensu wszelkich działań. Czym jest jeszcze NADZIEJA dla terminalnie chorych?Jest też niewątpliwie rosnącym zaufaniem. Zaufaniem własnym siłom. U źródeł nadziei zawsze jest ufność. Bowiem każde doświadczenie, w którym nadzieja zostaje potwierdzona i umocniona zwiększa ufność i odwrotnie – ufność napędza nadzieję. Dlatego tak ważne jest przywrócenie pacjentowi ufności – zarówno w swoje możliwości, jak i w Boga. Pacjent w chorobie śmiertelnej traci zwykle i jedno, i drugie. A nadzieja, wiążąca się bezpośrednio z zaufaniem, z zaakceptowaniem sytuacji choroby, pomaga zobaczyć nowy kierunek życia – wyjście z sytuacji beznadziei. Bowiem nawet w chorobie pacjent nie powinien pozostać w smutku, depresji, gdyż jest to jeden z etapów, który ma przejść- właśnie dzięki nadziei. Psychologia głębi uznaje nadzieję za podstawowy wyraz ufności wiązanej z życiem. Ta ufność, a szczególnie w Boga w obliczu choroby sprawia, że pacjent zaczyna otwierać się na Jego pomoc – na czynniki pozaziemskie – Bożą moc, która przecież decyduje o najważniejszych sprawach ludzkiego życia. Daje to możliwość ufnej modlitwy, prośby o uzdrowienie – cud, a także choćby, jakże ważne przeżywanie choroby w świetle wiary. Nadzieja dla terminalnie chorych jest więc nie tylko bramą ku lepszej przyszłości, nowego życia czy przezwyciężeniem depresji, ale i rosnącym zaufaniem do Boga i Jego planów wobec chorego. Wielu chorych nie „przekracza progu nadziei”, myśląc, że ich życie jest już z góry zdeterminowane – zaaranżowane przez Boga. „Czy moje prośby o zdrowie mogą cokolwiek zmienić w moim życiu i tak z góry zaplanowanym przez Boga?” – zapytała mnie kiedyś pacjentka. Nie wierzyła, nie miała nadziei, że jej prośby o zdrowie mogą mieć jakikolwiek sens.Istotnym w terapii chorych jest rozpoznawanie źródeł nadziei i dopasowywanie metod pracy z nadzieją do indywidualnego pacjenta. Należy bowiem odnaleźć rytuał wyobrażeniowy, który będzie kluczem uruchamiającym nadzieję. Klucza tego należy szukać we wszystkich wymiarach – fizycznym, duchowym, umysłowym i psychicznym. Prawie zawsze w jednym z tych wymiarów znajduje się źródło nadziei, o ile pacjent chce współpracować z terapeutą. I tak nadzieja w pacjencie może obudzić się poprzez:
SŁOWOOBRAZGESTWIARĘ W BOGA I JEGO POMOCPRZECZUCIA, EMOCJEDOŚWIADZCZENIADZIAŁANIE INNYCH LUDZI (rodzinę pacjenta, terapeutę, przyjaciół, personel medyczny)CZYNNIKI LOSOWEMODLITWĘ, MEDYTACJĘPRZYKŁADY OSÓB CHORYCH, KTÓRE POKONAŁY CHOROBĘDo każdego serca pacjenta nadzieja może wejść inną drogą, często bardzo osobliwą, indywidualną i nie rzadko zdumiewającą dla terapeuty. Jedno zdanie powiedziane między wierszami, nawet często sztampowe, typu „będzie dobrze”, może być tym „czymś”, co uruchomi nadzieję.W pracy z pacjentem istotne jest też, by nie siać „fałszywej nadziei”. Należy rozróżnić prawdziwą nadzieję od myślenia życzeniowego. Samo przekonanie „ na pewno wyzdrowieję” nie jest nadzieją. Ale przekonanie „mogę wyzdrowieć, niezależnie od tego, jak bardzo jestem chory” jest wyrazem nadziei. Jest też oparte na faktach, bo medycyna zna przypadki cudów. Nadzieja nie może być zakłamaniem, upartym twierdzeniem wbrew faktom, że jest dobrze i będzie dobrze. Pacjent, który widzi, że chudnie, nie je, słabnie, co jest wyrazem progresji choroby, nie nabierze się na wmawianie mu, że choroba ustępuje i na pewno będzie zdrowy. Poczuje się on oszukany i straci zaufanie do psychologa, zamknie się w sobie. Nadzieja jest przyznaniem tego, co nie jest dobre i równoczesnym zdecydowaniem o dążeniu do poprawy. Pomylenie nadziei z rozsiewaniem złudnych iluzji może sprawić, że pacjent ucieknie przed życiem, będzie snuł nierealne wizje lub zacznie wycofywać się z życia i z terapii, wyczuwając nieszczerość terapeuty i wzbudzanie w nim sztucznej nadziei. Nadzieja więc musi opierać się na prawdzie.Podczas terapii z pacjentem terminalnie chorym istotną rolę odgrywa zweryfikowanie przez terapeutę światopoglądu i przekonań pacjenta. Pacjent może nie dopuszczać do siebie nadziei, gdyż tkwi w pewnych sądach bardzo subiektywnie. Np. przekonania, że „choroba to kara”, „z tego nigdy się nie wychodzi”, „nie zasłużyłem na cud” odbierają, czy wręcz zabijają nadzieję. To, co myślimy o życiu, chorobie, wyleczeniu determinuje naszą podatność na nadzieję lub beznadzieję. Jest to dysonans pozawczo-emocjonalny. Terapeuta winien przyjrzeć się pod tym kątem przekonaniom chorego na temat życia, choroby czy możliwości zdrowienia. Terapeuta ma nauczyć pacjenta spojrzeć obiektywnie na sytuację choroby, na to co się dzieje tu i teraz, bez iluzji, własnych wizji, czy urobionych opinii i sądów. Właśnie subiektywizm często pozbawia pacjentów nadziei, bo nie widzą żadnych pozytywnych perspektyw, a swój stan określają jako beznadziejnie skończony. Nadzieja jest wrogiem stwierdzeń „ nie uda się”, „małe szanse”, „ to koniec” itp. Nadzieja polega na opuszczeniu utartych torów myślenia i starych przyzwyczajeń. Terapeuta ma pokazać pacjentowi nowe perspektywy, nowe życie, wyjście z trudnej sytuacji. Dlatego tak ważnym jest, żeby podczas kontaktów z pacjentem uważać na słowa. Są bowiem słowa, które niszczą nadzieję. Nie wolno choremu odbierać nadziei słowami : „zawsze”, „nigdy”, „na pewno” bo to tak, jakby ogołocić go z wszystkiego – zabrać ostatni promyczek. Tak samo, jak i terapeuta, tak, i rodzina, i personel medyczny muszą być odpowiedzialni za słowa, gesty, czy choćby smutną fizjonomię wobec pacjenta. Istnieje bowiem sprzężenie zwrotne między nastawieniem i nastrojami osób opiekującymi się chorymi, a nastrojem chorego i przebiegiem terapii. Optymizm przelany na chorego może uaktywnić siły do walki, pomóc przezwyciężyć chorobę i dać nadzieję na lepsze. Utrata nadziei przez osoby opiekujące się jest zazwyczaj natychmiast wyczuwalna przez chorego i doprowadza zwykle do załamania psychicznego. Jedna z pacjentek usłyszała przypadkiem słowa pielęgniarki o niej: „tej to już się nie poprawi” i zupełnie załamana straciła siły do walki z chorobą. Potrzebowała nowej porcji nadziei, którą to owa pielęgniarka jej odebrała poprzez jedno stwierdzenie.Jak natomiast dać nadzieję, gdy już wiemy, że pacjent odejdzie? W przypadku nieuchronnej śmierci pacjenta, należy raczej skupić się na wymiarze nadziei duchowej, o ile pacjent będzie chciał sam poruszyć ten obszar. Nie można jednak osobie stojącej twarzą w twarz ze śmiercią wmawiać, że „wszystko będzie dobrze”, „wyjdziesz z tego”. Pacjent na ogół wie, że odchodzi. Dlatego wówczas terapeuta winien odwołać się do nadziei na ŻYCIE WIECZNE. Człowiek nieuleczalnie chory może stać się znacznie spokojniejszy, jeśli ma nadzieję, że życie ziemskie jest tylko etapem, a po śmierci spotka się z Miłującą Obecnością Boga. W takim ujęciu nadzieja cechuje się transcendencją. Nadzieja taka zmniejsza lęk przed śmiercią. W ty wymiarze – duchowym- cierpienie nabiera sensu i to też jest źródłem nadziei. Cierpienie staje się drogą do zjednoczenia z Chrystusem, przez to i z Bogiem. Chory nie skupia się na samym cierpieniu, ale staje się ono nadzieją – obietnicą na lepsze życie w Wieczności.Podsumowując istotę dawania nadziei w pracy z pacjentami terminalnie chorymi, należy przede wszystkim podkreślić fakt, że dawanie nadziei , czy to na lepsze jutro, czy na wyzdrowienie, czy na Życie wieczne jest właśnie niesieniem fachowej pomocy. |